top of page
Szukaj

Cisza i spowolnienie. O fenomenie włoskiego riposo

  • Zdjęcie autora: OtoItalia
    OtoItalia
  • 15 godzin temu
  • 3 minut(y) czytania

Jest godzina 13:07. Słońce stoi wysoko, z nieba leje się niemiłosierny żar, grzejąc do niewyobrażalnej temperatury brukowaną aleję. Zmęczony turysta próbuje załapać się na choćby szklankę orzeźwiającej wody, ale jego oczom ukazuje się obraz ciągu lokali szczelnie zamkniętych kolorowymi roletami. Czy to zapowiedź zbliżającego się kataklizmu? Nie, to po prostu riposo - tradycyjna przerwa Włochów po obiedzie.



Wspomnianego na wstępie fikcyjnego turystę może zastanawiać, jak to możliwe, że miasteczko, które jeszcze godzinę temu tętniło życiem, w jednej chwili milknie, nie pozwalając cieszyć się ze swoich konsumpcyjnych dobrodziejstw. Przecież jest środek dnia i o tej porze wszyscy powinni być w pracy. To stereotypowe myślenie nie dotyczy tak do końca mieszkańców Bel Paese.


Riposo (z wł. odpoczynek) jest popołudniową przerwą, ustaloną umownie na okres między godziną 13:00 a 16:00. W tym czasie wiele małych sklepów, biur, punktów usługowych jest zamkniętych. A to ciągnie za sobą efekt pustoszejących ulic, milknących rozmów i spowolnienia codziennej gonitwy.


Warto zaznaczyć, że zwyczaj ten nie narodził się wyłącznie z potrzeby snu. Wbrew obiegowemu skojarzeniu z hiszpańską sjestą, riposo rzadko oznacza drzemkę. To raczej czas na wytchnienie od upału i ludzi, a także przestrzeń na wspólny obiad z rodziną.



W regionach takich jak Apulia czy Sycylia, praktyka ta nadal jest mocno odczuwalna. Wówczas zwłaszcza małe miejscowości na kilka godzin zamieniają się w scenerię rodem z apokalipsy, kiedy to widok pustych placów i zasłoniętych sklepowych witryn jest w stanie urozmaicić pojedynczy kot przebiegający po rozgrzanym asfalcie.


Na pewno nie można powiedzieć, że riposo wzięło się znikąd. Przyczyn powstania samej koncepcji popołudniowej przerwy, da się wymienić co najmniej kilka. Po pierwsze - klimat. Przede wszystkim w południowej części kraju letnie temperatury w środku dnia bywają trudne do zniesienia. Aktywność zawodowa w takich warunkach nie miałaby sensu ani ekonomicznego, ani tym bardziej zdrowotnego.


Drugą kwestią jest obiad. To najważniejszy posiłek dnia przeciętnego Włocha (nie każdego stać przecież na każdodniowe stołowanie się wieczorami w restauracjach; trzeba odróżnić zachowania turysty od codziennego funkcjonowania mieszkańców), często celebrowany wspólnie z bliskimi. Dla wielu rodzin jest to w zasadzie jedyny moment, kiedy wszyscy siadają przy jednym stole. Stąd długie rozmowy, zastawiony kilkoma daniami stół i obowiązkowe espresso na zakończenie.



Trzeci powód stanowi inny rytm życia. Jak dobrze wiemy, włoski dzień kończy się później od naszego. Sklepy po riposo otwierają się na powrót i zapraszają klientów nawet do 20:00. Kolacja jedzona o 21 nie może w takim przypadku nikogo dziwić. Wieczorem centra miast znów się zapełniają, zaczyna się passeggiata - spokojny spacer składający się z luźnych rozmów i przepysznych lodów. Ta cisza w południe jest więc tylko pauzą, a nie zakończeniem dnia.


Co innego jednak niewielkie mieściny, a co innego potężne turystyczne mekki. W dużych miastach, takich jak Mediolan czy Rzym, riposo coraz częściej ustępuje miejsca ciągłej dostępności. Galerie handlowe działają bez przerwy, międzynarodowe sieci nie zamykają drzwi w środku dnia, a korporacyjny model pracy nie przewiduje trzygodzinnej ciszy.


Jednak wystarczy oddalić się od centrum, by zobaczyć, że tradycyjny rytm wciąż trwa. W małych miasteczkach południa nikt nie tłumaczy się z zamkniętego sklepu. Kartka z napisem: "Chiuso per riposo" jest wystarczającym wyjaśnieniem.



Z perspektywy północnej Europy riposo może wydawać się niepraktyczne, nieefektywne i niewygodne dla turystów. Tylko że my patrzymy na nie przez pryzmat produktywności.


Riposo jest na dobrą sprawę cichym sprzeciwem wobec świata, który wymaga od każdego stałej dostępności. Stanowi przyzwolenie na zatrzymanie. Na to, by na kilka godzin nie być klientem, sprzedawcą, pracownikiem - tylko domownikiem.


W ciszy popołudnia nie chodzi o sen. Chodzi o zgodę na to, że dzień nie musi być wypełniony do ostatniej minuty. I może właśnie dlatego, gdy następnym razem staniesz przed zamkniętą witryną w małym włoskim miasteczku, zamiast się irytować - warto usiąść w cieniu i poczekać. W końcu we Włoszech wszystko wraca do życia. Tylko trochę później.



Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Subskrybuj

Dziękuję!

© 2026 OtoItalia

bottom of page